Jaskinia w zielonej górze – „na filmowo”
Zaskakujące jest to, że każda jaskinia do której wchodzimy różni się od poprzedniej. Z jaskini na jaskinie każda wydaje się nam coraz ładniejsza i trudniejsza.
Tym razem udaliśmy się do jaskini w Zielonej Górze. Była to pierwsza do której wzięliśmy kamerę. Weszliśmy do niej przestronnym otworem. Zostawiliśmy rzeczy w jednym bezpiecznym miejscu i poszliśmy przeciskać się przez nasz pierwszy prawdziwy zacisk.
Najpierw poszedł Mikołaj pokazując nam jak to się robi jak ułożyć ciało.I jak się zachować by nie spanikować.
Drugi poszedł Adaś no i właśnie…
W połowie drogi gdy leżał na brzuchu… nie mógł się przecisnąć, próbował kilka razy ruszyć się i wydostać się, po czym po pół godziny leżenia i bezradności zrezygnował.
- Mogę spróbować – zapytałam się i co …. bez problemu, udało mi się przecisnąć bez żadnych większych problemów. (Podobno kobiety mają lepiej skonstruowane ramiona, co pomaga w przeciskaniu się).
Po takiej zabawie z zaciskiem przeszliśmy przez las kolumn naciekowych do salki gdzie…. przyszedł czas na film. Specjalnie „pod kamerę” przeciskaliśmy się przez różne nacieki i labirynty stalagmitowe. Raz w górę, raz w dół. I tak kilka razy.
W jaskiniach panuje totalna ciemność dlatego, też mieliśmy specjalne lampy odsłaniające nam przepiękne obrazy i krajobrazy panujące w jaskini.
Chodziliśmy po jaskini, przed kamerą pokazując jej piękno. Spędziliśmy tam dużo czasu, podziwiając i pokazując jej szatę.
Gdy zbieraliśmy się już do wyjścia do jaskini weszliśmy zwykli ludzie. Jeden dorosły i dwójka dzieci. Mieli ze sobą tylko latarki.
Fajnie wyglądaliśmy na ich tle. Bądź oni na naszym.
I jak zwykle wyszyliśmy szczęśliwi, uśmiechnięci i spełnieni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz