Jaskinia Wierzchowska– „Jaskinia pierwszego człowieka – Pierwsza Turystyczna”
Po kilku jaskiniach w których się czołgaliśmy i przeciskaliśmy się udaliśmy się dla odmiany do jaskini turystycznej. W strugach deszczu doszsliśmy do jaskini. Tam chodziliśmy za przewodnikiem podziwiając jaskinie.
Widząc nawet najmniejsze dziury, korytarze (które były zamknięte dla turystów) mieliśmy ochotę tam wejść, zejść w dół czy poprzyciskać się (ależ one kusiły). Biegaliśmy tak od dziury do dziury, jak dzieci w sklepie z zabawkami.
Przechodząc przez kolejne korytarze mijaliśmy niewielkie salki w których przerażały i straszyły gliniane zwierzęta (niedźwiedź, hiena czy lew) które mogły tam mieszkać.
Jedyną dla mnie ciekawą atrakcją jaskini była jama pierwotnego człowieka. Gdzie z ciemności wyłonił się „prawdziwy jaskiniowiec”, który opowiadał o życiu ludzi pierwotnych i jak powstawały jaskinie.
Troszkę w tej jaskini marudziłam bo stwierdziłam, że nasze jaskinie w których się przeciskamy są o wiele ciekawsze od tych turystycznych.
Ale z drugiej strony warto było wejść do niej by przekonać się, która z nich jest fajniejsza. Jedna od drugiej znacznie się różnią. Ale i tak przekonałam się, że wolę tę drugą i nigdy z nich nie zrezygnuje.
Podobno prawdziwi grotołazi nie uznają jaskiń turystycznych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz