Jaskinia Diabla Dziura w Bukowcu na Pogórzu Rożnowskim
Jaskinia o osobliwej nazwie „Diabla Dziura”to cel naszej kolejnej wycieczki, która mieści się w okolicach Nowego Sącza.
Dotarliśmy do wsi Bukowiec. Po zaparkowaniu autka ruszyliśmy przez las w poszukiwaniu otworu do jaskini. Po przejściu kilkunastu metrów stanęliśmy przed naszą skalną dziurą.
Po ubraniu się w nasze czerwone kombinezony, (wreszcie udało nam się zamówić i kupić – oby dobrze i długo służyły). Założyliśmy uprzęże, kaski na głowę byliśmy gotowi do zejścia, nie zdając sobie sprawy co nas czeka po drugiej stronie. Jeszcze tylko pamiątkowe i schodzimy.
Wchodząc do środka nogami do przodu czułam pewne obawy, niepokój. Byłam podenerwowana, może to adrenalina a może tylko strach przed nieznanym. Ale wystarczyło, że przeciągnęłam się kilka metrów a uspokoiłam się wewnętrznie czując błogi spokój. Mogąc spokojnie oddać się schodzeniu w dół, przeciskając się przez coraz to ciaśniejsze szczeliny.
Po każdym przyciśniętym się kawałku i końcu korytarza miałam nadzieje na jakąś w miarę przestronną komnatkę lub może jakąś salkę. Niestety za każdym razem kończyło się tak samo, kolejnym ciasnym przejściem i korytarzem.
Zdarzało się, kilka razy że zostawałam sama na pewnym odcinku bo nie było już miejsca na dwie nie mówiąc już o trzech osobach.
Dotarliśmy do studni dusz, gdzie mieliśmy zjechać na sam dół. Miejsca było tyle że ramiona dotykały ścian jaskini. Jaką ja miałam wielką radość i przyjemność mogąc zjechać na sam dół. Nawet wesoło krzyczałam jjuuuuhuuuuu ale super, śmiejąc się do tego.
Później po kolei przeciskaliśmy się do miejsca zwanego kuchnią mając nadzieję, że za rogiem będzie mała salka. Niestety był tam tylko kolejny korytarz, który prowadził do wyższych partii. Ale my już tam się nie zaciągaliśmy bo robiło się już dość późno.Tam też zjedliśmy obiad, wypiliśmy po kubku ciepłej herbaty. Śmiejąc się ,że po raz pierwszy jedliśmy razem nie widząc się nawzajem. Po odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną.
Droga na górę też była ciekawa, próbując znaleźć swój sposób i rytm wspinałam się na małpie i stopce, łapiąc przy tym idealny rytm. Wydawało mi się nawet, że szybciej wspinałam się niż zjeżdżałam.
Wracaliśmy tą samą drogą którą przyszliśmy. Czołgając się i przeciskając się do góry znalazłam swój system przeciskając się przez ciasne korytarze tachając przed sobą dwa plecaki, jaksza była moja radość gdy wspinając się do kolejnego korytarza zauważyłam linę, oznaczającą że wyjście musi być gdzieś blisko. I nie byłam w błędzie po kilku przeciągnięciach się ujrzałam przed sobą otwór wyjścia. Wyczołgałam się z dziury, a na zewnątrz gdzie przywitała mnie noc. Było ciemno i przyjemnie ciepło. Chwilę musiałam poczekać aż usłyszałam głosy chłopaków oznaczające, że są już nie daleko. Pomogłam im wyciągnąć wory. Po chwili wracaliśmy już do samochodu przez ciemny las.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz