Jaskinia w sztolni Zofia - Górza Miedzianka w okolicach Chęcin - Góry Świętokrzyskie
Drugą jaskinią do której weszliśmy to jaskinia w sztolni Teresa. Trochę inna niż ta do której weszliśmy poprzedniego dnia.
Dotarliśmy do jaskini w sztolni Teresa. Na miejscu zastaliśmy ogrodzoną dziurę, w ziemi, która była wejściem. Oznaczona była tabliczką UWAGA PRZEJSCIA NIE MA.
Po przejściu na drugą stronę i po poręczowaniu przez chłopaków, Mikołaj zjechał jako pierwszy zobaczyć jaka jest sytuacja.
Tym razem zejście było trudniejsze bo na linach z zaciskiem pionowym w dół.
Następnie zeszłam ja, zjeżdżając powoli na linie uważając na wystające kamienie. Później przecisnęłam się bardzo wąskim korytarzem na brzuchu do obszernej salki. Usiadłam na kamieniu i czekałam na chłopaków. Zgasiłam latarkę i poczułam się...jak w domu.
Uwielbiam ten moment kiedy mogę zostać sama, wyłączam latarkę, zamykam oczy, czuje wewnętrzny spokój - czuję się dobrze, spokojna i wyciszona.
Niestety mój błogi stan przerwał Adaś, który nie mógł się przecisnąć i się zdenerwował.
- No i koniec czar prysł, no i koniec – pomyślałam
Gdy już wszyscy byliśmy w środku,ruszyliśmy chodnikami kopalnianymi. Udawaliśmy gąsienice czołgając się i przeciskając się przez szczeliny by po chwili zjechać glinianymi korytarzami..
Mikołaj zabrał nas do miejsca, gdzie była jak mi się wydawała głęboka studnia bez dna. Najpierw Adaś nad nią leżał, później ja. Mikołaj asekurował mnie trzymając za uprząż. Miałam naprawdę stracha, pierwszy moment zawahania. Leżałam głową w dół nad nią, pod sobą mając tylko czarną pustkę. Poczułam pewnego rodzaju niepokój nie wiedząc ile metrów mam pod sobą. Pierwszy raz poczułam się, że strach wziął w górę. Poczułam się naprawdę niepewnie i poprosiłam by wziął mnie z stamtąd jak najszybciej. Na szczęście uczucie towarzyszyło mi tylko przez chwilę.
Idąc dalej korytarzami znaleźliśmy pewną studnię. Mikołaj zachowywał się jak dziecko w sklepie z cukierkami, mało nie skacząc z radości, chcąc tam zejść. Uparł się. I zszedł. Jakaż to była jego radość odkrywając w studni kolejne dotąd nieznane korytarze.
Wracając czekaliśmy na wyjście w ciasnym korytarzu. Gdzie ledwo mieściły się dwie osoby. Leżeliśmy tak z Mikołajem robiąc zdjęcia i lepiąc z gliny dziwne figurki czekając na naszą kolej na wyjście.
Dzięki jaskiniom poczułam się pewna siebie, znalazłam swoje miejsce. Wreszcie znalazłam coś dla siebie swego rodzaju odwagę by móc spełniać swoje marzenia.
Strach objawia się adrenaliną ale jest on tu wskazany bo wtedy nie podejmuje się pochopnych decyzji na które w jaskiniach nie można sobie pozwolić. Dopiero kiedy przyjdzie zmęczenie pojawia się satysfakcja, duma i euforia ze zdobycia kolejnej jaskini i satysfakcją ze zwalczenia swoich lęków.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz