Jaskinia w sztolni Zofia - Górza Miedzianka w okolicach Chęcin - Góry Świętokrzyskie
Udało się. Jedziemy do jaskini. Pierwszą jaskinią, jaką Mikołaj i Olo wybrali dla nas była to jaskinia w sztolni Zofia na górze Miedzianka w okolicach Chęcin.
Nadszedł upragniony i wyczekany dzień wyjazdu. Zaparkowaliśmy samochód na leśnej polanie, nieopodal wejścia do jaskini.
Po przebraniu się, w ciepłe i wygodne rzeczy, założyliśmy uprzęże i wpięliśmy w niego sprzęt, byliśmy gotowi…. A jeszcze kaski i hej przygodo.
Weszliśmy na ścieszkę leśną i szliśmy w stronę otworu prowadzącego do jaskini.
Adaś kilka razy żartował sobie: Daleko jeszcze, Daleko jeszcze.
Po przejściu kilku minut ukazałam nam się piękna skała a u jej podnóża znajdował się otwór do jaskini do którego mieliśmy wejść. Adrenalina po woli dawała o sobie znać.
Po przejściu kilku metrów poczuliśmy się jakbyśmy przybyli do innego świata. A to był dopiero początek wyprawy do wnętrza ziemi. Adrenalina powoli zaczęła zmieniać się w podniecenie. W końcu robiliśmy to po raz pierwszy. Dalej idąc w głąb po prawej stronie na skale zauważyliśmy dziwne szeregi cyferek. Zastanawialiśmy się co mogą oznaczać, ale nie doszliśmy do tego, może kiedyś dowiemy się co one oznaczają … może kiedyś. Ale ogólnie robią wrażenie. Chodziliśmy korytarzami,które prowadziły do różnych zakamarków lub kończyły się nagle. Kiedyś te korytarze należały do sztolni. Po drodze mijaliśmy dziwne skały oraz studnie z bardzo przeźroczystą wodą.
Dotarliśmy do prostokątnego szybiku, który aby przejść należało trawersować. Choć zdarzają się odważni i przechodzą do bez zabezpieczeń. Po poręczowaniu przez chłopaków mięliśmy zjechać w jego głąb. To był nasz pierwszy mój i Adasia zjazd w głąb ziemi. Zjeżdżaliśmy po linie po kolei.
Na dole było dość ciasno, a to dlatego, że miejsce do którego zjechaliśmy było zalane wodą. Nam jednak udało się znaleźć miejsce wolne od wody (było ciasno ale przyjemnie).
Po paru chwilach mieliśmy wrócić na górę. Po wspinaczce na górę usiedliśmy na kamykach, pijąc gorącą herbatę.
Po odsapnięciu poszliśmy dalej poprzez korytarze (będące już po drugiej stronie trawersu) trafiając na drugie wyjście.
Jaka była nasza radość, gdy zauważyliśmy światło dzienne. Wyszliśmy na powietrze a promienie słońca padały nam na twarze. Oczy aż musieliśmy mrużyć. Po kilku chwilach spędzonych na dworze i podziwianiu krajobrazu, wróciliśmy do jaskini.
Będąc już niedaleko naszego wyjścia, postanowiliśmy iść trochę innym przejściem gdzie aby się do niego dostać musieliśmy się do niego trochę po wspinać i po przeciskać przez ciasne szczeliny skalne. Po kilku metrów dotarliśmy do miejsca, którego zjeżdżaliśmy na pupach śmiejąc się, że w takim miejscu przydałyby nam się jabłuszka.
Po zjeździe pokręciliśmy się chwilę po jaskini, zrobiliśmy kilka fotek wpadającego światła przez skały (takie niby artystyczne - piękny widok). Wyszliśmy z jaskini szczęśliwi i upaprani.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz